piątek, 25 lipca 2014

'Jak zapomnięc?' one shot dla Pauliny

//Paulina,10.02.2014//

Pogoda była dziś wyjątkowo paskudna. Ciemne chmury przysłaniające całe niebo nie dawały niemal żadnego źródła światła. Na zewnątrz było zimno i mokro. Nad ziemią unosiła się gęsta mgła. Monotonne uderzenia deszczu o dach doprowadzały mnie do szału. Zresztą jak wszystko od tamtego zdarzenia. Obiecałam, że się pozbieram i będę dalej normalnie funkcjonować, ale wbrew pozorom to nie było takie proste. Jedzenie miało gorzki smak, a napoje drażniły przełyk. Przestałam o siebie dbać co odbiło się na moim zdrowiu. Gdy tylko próbowałam zasnąć, aby trochę odpocząć, zaraz po tym jak zamykałam oczy pojawiał mi się jego obraz i zaczynały napływać wspomnienia. Bardzo często zdarzało się, że w drodze do łazienki moje nogi i organizm nie wytrzymywał zmęczenia i zasłabłam w drodze do celu. Starałam się ignorować podkrążone oczy bez blasku, tak było łatwiej, lepiej się oszukiwać niż przyznać przed samą sobą, że jestem w strasznym stanie. Chce zapomnieć. Chce przestać cierpieć. Chce żeby przestało to tak cholernie boleć. Natalia i Agnieszka przychodzą do mnie i starają się mi, jak one to określają, "pomóc zapomnieć". Próbują wyciągnąć mnie na miasto albo do kina, ale wtedy jest jeszcze gorzej, więcej wspomnień, więcej bólu. Czym sobie na to zasłużyłam? Zrobiłam coś źle? Przecież zawsze byłam wyrozumiała. Nie przeszkadzały mi jego ciągle próby. Nie przeszkadzał mi brak czasu dla mnie. Nie przeszkadzało mi to, że rzadko się spotykaliśmy. Starałam się być dla niego idealną dziewczyną o jakiej zawsze marzył. Dla niego nauczyłam się lepiej gotować, bo wiem, że uwielbia gdy ktoś przygotowuje posiłki tylko dla niego. Dla niego nauczyłam się perfekcyjnie koreańskiego w niecałe pół roku. Dla niego zaniedbywałam szkołę, ponieważ zazwyczaj miał czas tylko z rana. Codziennie budziłam się, oddychałam i żyłam tylko dla niego. Teraz gdy odszedł nie miałam powodów do życia. Miałam myśli samobójcze już nie raz. Jedyne co trzymało mnie przy życiu to moje przyjaciółki. Wiem, że strasznie by przeżyły moja śmierć. Poza tym to jedyne osoby na których się jeszcze nigdy nie zawiodłam. Agnieszka zawsze potrafi dobrze ocenić sytuację i doradzić mi, natomiast Natalia zawsze mnie wysłucha, a w razie gdyby coś mi się działo chyba rzuciłaby się z pazurami. Nie mogę ich zostawić. Były tak samo szczęśliwe jak ja gdy powiedziałam, że się z nim spotykam. On chyba nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mnie zranił. Zabił całą moja pewność siebie, której i tak nie miałam zbyt dużo. Potrafiłam całymi dniami przesiadywać na parapecie przy oknie mając nadzieję, że któregoś pięknego dnia zjawi się przed moja bramą i powie, że żałuję, że wcale nie chciał wszystkiego zakończyć. W końcu nadzieja umiera ostatnia. Bywały chwilę kiedy naprawdę chciałam się wziąć w garść i pokazać mu, że potrafię bez niego żyć. Gdy już myślałam, że to mi się uda ponownie przychodził ten stan agonii i znów siadałam na moim parapecie bez chęci do życia.

 

 

 

 

 
//Luhan11.02.2014//
Chciałem ją odwiedzić, zobaczyć ją chociaż z daleka. Muszę się dowiedzieć jak sobie radzi beze mnie. Wiem, że to głupie po tym jak ją skrzywdziłem, ale nie miałem wyboru. Nie chciałem żeby jeszcze bardziej cierpiała. Chłopaki nie odzywają się do mnie. Uważają mnie za nieodpowiedzialnego tchórza, którym właściwie jestem. Stwierdzili, że powinienem jej wszystko powiedzieć. Po tym jak lekarz powiadomił mnie, że jeśli operacja się nie powiedzie mam jeszcze tylko maksymalnie tydzień życia, co innego mogłem zrobić? To był jedyny sposób, aby nikt nie cierpiał. Zrażenie do siebie ludzi wydawało się najlepszym wyjściem aby nie przeżyli tak mojej śmierci. Jednak cały zabieg zakończył się pomyślnie, a ja już doszedłem do siebie. Chciałbym wszystkich przeprosić za moje lekkomyślnie zachowanie. A przede wszystkim chciałbym przeprosić ją. To co powiedziałem... to nie byłem ja, nie chciałem żeby zabrzmiało tak ostro.

 

 

 

 

 
//Narrator, 18.01.2014//
Było już ciemno, a nad Seulem gromadziły się chmury burzowe. Można było już usłyszeć grzmoty piorunów.
- Paulino, chce żebyś mnie uważnie posłucha.
Luhan  był dziś wyjątkowo cichy i poważny. Dziewczyna zaniepokoiła się tym faktem, ale starała się to zignorować. Może był zmęczony?
- Słucham? - powiedziała z uroczym uśmiechem.
Luhan nie wiedział od czego zacząć, więc powiedział pierwsze co mu przyszło do głowy.
- Nie spotkajmy się już więcej.
- Co? Dlaczego? Masz dużo pracy tak? - spytała.
Luhan od razu zauważył niepokój w jej oczach.
- Nie - powiedział stanowczo - nie chce cię już nigdy więcej widzieć. To… koniec.
Cała radość zniknęła z jej oczu. Spuściła głowę.
- Zrobiłam coś nie tak? - spytała niemal szeptem.
Do jej oczu napłynęły łzy. Nie mogła uwierzyć słowom, które padały z ust Luhana, jej ukochanego Luhana.
- Nie rozumiesz? Jesteś zwykłą dziewczyną, a ja międzynarodową gwiazdą. Mogę mieć każdą dziewczynę, czemu mam się spotykać z tobą?
W tej chwili serce chłopaka rozpadło się na milion kawałków. To nie prawda. Nie uważał, że jest zwykła, nigdy nie spotkał tak fascynującej, nieprzewidywalnej i uroczej dziewczyny jak ona. Nie chciał żadnej innej odkąd tylko się spotkali liczyła się dla niego jego mała Paulinka. Chciał ją bronić. Obiecał sobie że nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić, a teraz sam to robi.
- Idź sama przez życie. Ja cię już nie potrzebuję. Nie marnuj mojego czasu.
Z oczu Pauliny powoli zaczęły spływać łzy.
- Przepraszam, że zabrałam twój czas - powiedziała.
Odwróciła się i poszła w jeszcze nieznanym sobie kierunku. Chłopaka piekły oczy od powstrzymywania napływających łez. Gdy dziewczyna była wystarczająco daleko pozostawało mu już tylko jedno. Wyciągnął telefon i wybrał numer.
- Profesorze, jestem już gotów do podjęcia się operacji.

 

 

 

 

 
//Luhan, 13.02.2014//
Siedziałem w samochodzie przed jej domem już od kilku godzin. Nie miałem odwagi spojrzeć jej w oczy. Z tego co mówiła Natalia, po tym jak mnie wyzwała od najgorszych, nie jest z nią dobrze. Kupiłem wielki bukiet czerwonych róż i nawet napisałem sobie przemowę, która wykułem na pamięć. Jednak nie potrafiłem do niej pójść. Miałem nadzieję, że może wyjdzie z domu, ale to raczej niemożliwe. Odkąd ją zostawiłem nie wychodzi z domu, podobno strasznie zmizerniała, nie chce jeść. Mam nadzieję, że Natalia przesadza, ale raczej nie ma tego w nawyku, nie gdy chodzi o Paulinę. Mijały kolejne godziny na zewnątrz zrobiło się już całkowicie ciemno. Gdy nagle zauważyłem, że firanki w jej oknie delikatnie się poruszyły. Zaraz w oknie pojawiła się dziewczyna. Usiadła na parapecie i oparła głowę o szybę.

 

 

 

 
//Paulina, 13.02.2014//
Pogoda już się trochę poprawiła. Nie padało. Jak zwykle usiadłam na parapecie w mojej sypialni. Pamiętam, że było to pierwsze co zrobiłam gdy tu przyjechałam. Wyścieliłam parapet kocem i ułożyłam różnego kształtu i rozmiaru poduszki. Byłam śpiąca, ale nie na tyle, że nie mogłam wytrzymać. Usłyszałam pukanie do drzwi. Pomyślałam, że to pewnie Natalia albo Aga, więc postanowiłam nie wstawać. Jednak pukanie było natrętnie głośne. Wstałam i z trudem dotarłam do drzwi. Otworzyłam je.
- Dzień dobry kochanie.
- Dzień dobry - przywitałam się.
- Przepraszam, że tak późno, ale czy masz może pożyczyć mąkę. Jutro przyjeżdżają wnuki, więc piekę dla nich ciasto.
- Tak, powinnam mieć. Proszę wejść. - wypuściłam sąsiadkę do środka i ruszyłam w stronę kuchni. Wręczyłam jej torebkę mąki.
- Wystarczy jedna szklanka.
- Proszę wziąć całość ja i tak ostatnio nie gotuje.
- Och, dziękuję. Dobranoc.
- Dobranoc pani.
Zamknęłam drzwi za starszą kobietą. Nie miałam siły wrócić do sypialni, więc usiadłam na ziemi obok drzwi. Nie mam pojęcia ile tam siedziałam, straciłam rachubę. Może usunęłam? Dźwignęłam się z podłogi, a potem znów usłyszałam pukanie do drzwi. Z niechęcią otworzyłam , być może sąsiadka nie ma jeszcze jajek albo cukru.
- Hej - usłyszałam.
Znam ten głos. Znam go aż za dobrze. Uniosłam głowę do góry, a moje serce na chwilę przestało być.
- Co tu robisz? - spytałam.
- Mogę wejść?
Odsunęłam się i wpuściłam go do środka.

 

 

 

 
//Narrator, 13.02.2014//
Usiedli na kanapie. Luhani  jak zwykle po prawej stronie mebla, a Paulina starała się siedzieć jak najdalej od niego. Miała mieszane uczucia. Z jednej strony była szczęśliwa, że go widzi i może spędzić z nim czas, ale z drugiej strony była wściekła, że tak nagle się pojawia i jakby nigdy nic wchodzi do jej mieszkania.
- Napijesz się czegoś? - spytała dziewczyna.
- Może herbaty - odpowiedział.
Luhan był przerażony, jego mała Paulinka wyglądała strasznie. Podkrążone oczy, marna postawa. Gdy szła do kuchni aby przygotować napój wyglądała jakby zaraz miała się przewrócić. Przechodząc przez drzwi jej nogi nie wytrzymały i prawie upadła. Na szczęście chłopak był szybki i w ostatnim momencie złapał ją i uchronił przed upadkiem. Była speszona. Mogła pokazać swoją słabą stronę przed każdym, przed każdym poza nim.
- Zostaw! - krzyknęła i wyrwała się z jego uścisku. Luhan nie mógł patrzeć jak jego ukochana się męczy. Czy mu przebaczy jeśli wszystko jej powie? Jeśli tak, czy znowu będą razem i wszystko będzie jak dawniej? A co jeśli nie?
- Ja...
- Czemu przyszedłeś? - szlochała.
Dopiero teraz zauważył, że płacze.
- Znowu namieszasz w moim życiu?! Znowu chcesz wszystko komplikować?
Była roztrzęsiona. Wtedy nie wytrzymał. Złapał ją za plecy i zamknął w swoich ramionach. Paulina zacisnęła ręce na jego koszulce i szlochała w klatkę piersiową.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Proszę, posłuchaj mnie - złapał jej twarz w dłonie tak aby na niego patrzyła - nie chciałem tego kończyć. Nigdy! Słyszysz? Nigdy nie chciałem cię zostawić. Byłem do tego zmuszony. Ja umierałem. Nie chciałem żebyś patrzyła na moja śmierć. Nie chciałem żebyś się martwiła. Dlatego postanowiłem się usunąć. Zrozumiem jeśli nie dasz mi drugiej szansy. Chce tylko żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie i bardzo cię kocham. Zawsze możesz na mnie liczyć  - schylił się i delikatnie pocałował ją w czubek głowy - Przepraszam - wyszerpał i skierował się w stronę drzwi.
Gdy już prawie wychodził poczuł delikatne dłonie na swoim brzuchu i ciało dolegające do jego pleców.
- Luhan...Ja...Nie chce żebyś znowu odszedł.
- Wybaczysz mi? - spytał odwracając się w jej stronę.
Nie odpowiedziała tylko skinęła głową. To wystarczało. Złapał ją w tali i przyciągnął do siebie łącząc ich usta w pocałunku. Teraz oboje czuli się kompletni. Wróciła ich część, której brakowało do normalnego funkcjonowania.
- Luhan, tylko proszę, nie okłamuj mnie już nigdy więcej.
- Obiecuję.
Mocno przytulił ją do siebie. Wreszcie znów ma ją przy sobie. Jego małą Paulinkę. Przysiągł sobie, że już nigdy jej nie opuści i już nigdy nie zrani.
***
Mam nadzieję, że się spodoba. Przepraszam, że dałam imię moje i mojej przyjaciółki, ale nie wiedziałam jak się twoje koleżanki nazywają xd
Ten one shot jest trochę naciągany, ale cóż... proszę dodawajcie komentarze i wyrażajcie swoją opinię. Chcę wiedzieć gdzie robię błędy ;)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 1


- Proszę zapiąć pasy za niedługo lądujemy – rozbrzmiał głos stewardessy.
'Nareszcie' pomyślała dziewczyna, która miała już serdecznie dość tego lotu. Siedziała obok jakiejś starszej kobiety, która albo spała, niesamowicie przy tym chrapiąc lub namawiała ją, abym umówiła się z jej wnukiem, który nie może znaleźć żony, ponieważ jest zbyt zapracowanych, ale jak to ona określiła jest bardzo przystojnym młodzieńcem po trzydziestce.
Gdy ujrzała przez okienko lotnisko odetchnęła z ulgą. Miała cichą nadzieję, że wujek nie spóźni się jak to ma w nawyku. Wysiadła z samolotu i w końcu jakoś uciekła tej natrętnej kobiecie, poszła szukać swojego bagażu na taśmie. Z trudem go złapała,. Nie było to proste zadanie z tego powodu, że jej bagażem były trzy, masywne walizki na kółkach. Dziewczyna zaczęła się przepychać przez tłum i poszła na odprawę.
Wyszła głównym wyjściem tak jak mówił wujek i stanęła obok znaku postoju taksówek. Spojrzała na zegarek, aby sprawdzić, która godzina. Dziesięć po szóstej. Oczywiście, musi się spóźnić. Przy dobrych wiatrach dotrze na miejsce o siódmej. Wyciągnęła telefon z plecaka i wybrała numer do swojego opiekuna, jednak nie odbierał.
Po około kwadransie usłyszała pisk opon i niezadowolone komentarze starszych kobiet. Zaraz zatrzymał się przed nią czarny samochód terenowy, z którego wysiadł spóźnialski wujek. Podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję.
- Wujku!
- Część piękna, jak minął lot?
- Dobrze, ale… - rzuciłam mu zabójcze spojrzenie - Czy ty zawsze musisz się spóźnić? - spytała lekko zirytowana.
- Przepraszam, coś mi po drodze wypadło – zaczął się tłumaczyć -  To wszystko to twoje bagaże? - wskazał na trzy ogromne walizki.
- Eee... tak.
- Wzięłaś ze sobą cały swój swój pokój?
- Nie... - nie musiał wiedzieć, że spakowała niemal wszystkie ciuchy, buty i mnóstwo książek.
Wrzucił wszystko do bagażnika i ruszyli w stronę centrum miasta.
- Więc na ile rodzice pozwolili ci zostać? Twój tata nie poinformował mnie o tym.
- Mogę być u ciebie do końca wakacji.
- To świetnie!
- Taa…
- Czemu nie pozwolą ci tu się uczyć? Przecież wiedzą, że kochasz to miasto.
- Staram się im to wytłumaczyć, ale oni wciąż się nie zgadzają. Chyba, że ty z nimi jeszcze porozmawiasz? - spytała robiąc oczy małego szczeniaka.
- Rozmawiałem z twoim tatą już wcześniej i jest jak zwykle nieugięty. Z trudem przekonałem go abyś mogła tu w ogóle przyjechać, ale spokojnie mamy całe dwa miesiące, aby ich przekonać.
- Obiecujesz?
- Pewnie. Nareszcie będzie mi miał kto gotować.
- Bardzo śmieszne - poczochrał jej włosy
- Ej przestań! I skup się na drodze! – upomniała go.
Dojechali na miejsce i mężczyzna wniósł walizki na górę. To znaczy wjechał z nimi do windy, która zatrzymała się na ostatnim piętrze.
Dziewczyna uwielbiała to mieszkanie. Znajduje się ono w centrum Seulu w wieżowcu i jest niemal całe oszklone. Biała kuchnia z dużą wyspą na środku, połączona z salonem, w którym znajduje się biała kanapa i fotele, szklany stoliczek, a naprzeciwko wisi telewizor oraz trzy pokoje. Jeden należy do właściciela mieszkania, znajduję się w nim jedynie łóżko oraz garderoba przez którą przechodzi się do małej łazienki. Następny jest pokój dziewczyny oraz gabinet. Mieszkanie o jakim zawsze marzyła. Przynajmniej tak je zapamiętałam po ostatniej wizycie. Gdy weszli do środka przeżyła atak serca. W całym salonie były porozrzucane papiery i ubrania, w kuchni leżały stosy brudnych naczyń oraz pudełka po jedzeniu. Nowa lokatorka, aż bała się zaglądać do pozostałych pokoi.
- Żartujesz sobie ze mnie? – spytała rozglądając się dookoła.
- Taaa, nie miałem czasu żeby posprzątać.
- Tylko spokojnie – zaczęła sama siebie uspokajać i wzięła głęboki oddech - musisz mieć naprawdę dobry odświeżacz powietrza skoro tu nie śmierdzi.
- Posprzątam tu potem, teraz muszę biec do pracy. Będę później poradzisz sobie?
- O tej godzinie?
- Wiesz jaką mam pracę.
- Tak, tak wiem.
- W lodówce powinno coś być, a jak nie to gdzieś leży ulotka do restauracji.
- Idź już, poradzę sobie.
- Dobra, to idę, ale w razie czego to dzwoń.
- Idź już - pocałował ją w czoło i wybiegł z mieszkania.
Cały wujek. Dziewczyna zabrała się do sprzątania, nie jest jakąś maniaczką czystości, ale to jest przesada. Przerażona ruszyła do swojego pokoju, bała się co tam zastanie. Jednak ku jej zdziwieniu pokój był w stanie idealnym. Pomalowany w kolorze pastelowego różu. Na środku pokoju znajdowało się ogromne łóżko z białą ramą z zawieszonymi na oparciu lampkami, a naprzeciwko wysiał telewizor. Pod oknem stało przestronne biurko, a obok niego znajdowała się komoda z mnóstwem książek i płyt. W pokoju znajdowało się również białe pianino na które dziewczyna położyła swoje skrzypce. Weszła do garderoby, w której było mnóstwo wieszaków oraz półek na buty. Przez garderobę doszła do łazienki, która była urządzona w stonowanych kolorach. W centrum pomieszczenia znajdowała się ogromna wanna zabudowana w podłogę dookoła, której stały zapachowe świeczki, a pod okienkiem stało biała toaletka. Była naprawdę miło zaskoczona ujrzawszy jak bardzo wujek się postarał, aby urządzić ten pokój, no i oczywiście, że panował tu porządek. Przytargała walizki do garderoby. Otworzyła pierwszą, w której znajdowały się buty i kurtki. Następnie dwie z ciuchami i kosmetykami, które poukładałam na toaletce.
Gdy skończyła nalała wody do wanny i wzięła gorąca kąpiel. W czasie gdy leżała w wannie postanowiła zadzwonić do mamy, która odebrała po pierwszym sygnale.
- Cześć mamuś!
- Cześć moja mała. Jak minęła podróż?
- Przede wszystkim długo, ale poza tym wszystko w porządku. Siedziałam obok dość upierdliwej starszej pani, ale dałam sobie radę.
- Jak zawsze. Moja córeczka zawsze sobie daje radę. Tylko pamiętaj uważaj na chłopców! Wiesz im tylko jedno w głowie.
- Mamo, daj spokój już to przerabiałyśmy.
- Ale nie zaszkodzi jeszcze raz. Tym bardziej, że jak sądzisz ile jest w tej całej Korei takich pięknych dziewczynek jak ty?
- No właśnie. To Korea. Tutaj niemal wszystkie dziewczyny są ładne i mają idealną figurę.
- Może i tak, ale żadna nie ma takich kształtów jak ty!
- Mamo!!!
- Co? Mówię jak jest. Wszyscy chłopcy będą Twoi.
- To w końcu mam się trzymać z dala od chłopców czy nie? Skoro twierdzisz, że wszyscy będą moi – roześmiała się dziewczyna.
- Będą Twoi, ale mogą podziwiać Cię tylko z daleka.
- Czasem nie mogę z ciebie mamo. Zastanawiam się kto jest bardziej dojrzały.
- Też się czasem zastanawiam – obie się roześmiały.
- Muszę kończyć. Wujek ma tu niezły bałagan trzeba to posprzątać.
- Powodzenia maluszku. Kocham Cię, papa!
- Pa mamuś. Ja Ciebie też.
Rozłączyły się i dziewczyna odłożyła telefon, po czym wyszła z wanny i owinęła się ręcznikiem. 
Przebrała się w dresy i koszulkę, a włosy związałam w koczek. Pełna energii ruszyła do kuchni. Znalazła worki na śmieci i wrzuciła do niego puste pojemniki po jedzeniu, a brudne naczynia schowała do zmywarki. To co się nie zmieściło umyła ręcznie. Brudne ciuchy, które leżały w całym salonie wrzuciła do kosza na brudy i wstawiła czarne pranie. Papiery zaniosła do gabinetu i w miarę możliwości je poukładała. Poodkurzała i powycierała kurze. Zanim się obejrzała w domu panował porządek.
Dziewczyna zgłodniała przez ten czas, więc ruszyła do kuchni. W lodówce były jakieś warzywa. Poszukała po szufladach i znalazła ryż. Przyszykowała dwie porcję ryżu z warzywami. Gdy skończyła usłyszała, że wrócił wujek.
- Wow - powiedział gdy ujrzał czyste mieszkanie - jeszcze nigdy nie było tu tak czysto - uśmiechnęła się.
- Jesteś głodny? - spytała wskazując na stół.
- Pewnie, jeszcze pytasz.
Usiedli przy stole, a wujek od razu wziął się za jedzenie.
- Było pyszne, dziękuje – powiedział gdy skończył jeść.
- Nie ma za co - wzięła brudne talerze i włożyła je do zmywarki - Jak w pracy?
- Praca jak praca. Cały czas wyskakują jakieś komplikacje. Mam do zaplanowania mnóstwo wywiadów i występów.
- Właśnie, jakiego zespołu jesteś teraz menedżerem z tego co pamiętam ostatnio było to SHINee, nic się nie zmieniło? Z miłą chęcią zapoznam się z Taeminem.
- Zobaczysz jak ich poznasz.
- Jesteś okrutny - roześmiał się – Czeaj...Czyli to nie jest SHINee?
- Nie wiem - roześmiał się - A właśnie! Wiesz już na jakie chcesz iść studia?
- Nie zmieniaj tematu! W sumie to nie wiem. Mam jeszcze rok na wybranie.
- Tak wiem, ale może już o czymś myślałaś konkretnie.
- Myślałam, aby iść na prawo, ale potem stwierdziłam, że to nudne. Chciałabym być stylistyką, no wiesz gwiazd i tak dalej. Podróżować razem z nimi i starać się, aby dzięki mnie wyglądali lepiej.
 - Nie głupi pomysł. Nasza stylistka ma ostatnio swoje humorki. Chciała się już kilkakrotnie zwolnić. W razie czego będę mógł na ciebie liczyć?
- Oczywiście.
- Super! Kładziemy się już spać? Jesteś na pewno zmęczona po podróży i porządkach, a ja muszę jutro wcześnie wstać - powiedział i zięwnął.
- Tak ja też jestem już śpiąca. Dobranoc – po tych słowach ruszyła w stronę swojego pokoju.
- Słodkich snów.









Rano dziewczynę obudziły hałasy dobiegający z salonu. Przetarła oczy ręką i wygramoliła się z łóżka. Po domu krzątał się wujek.
- Pomóc ci w czymś? – spytała.
- Och, obudziłem cię?
- To nic i tam miałam zaraz wstawać.
- Zawiążesz mi krawat? - spytał.
- Ta jasne.
Zawiązała go i poprawiła mu kołnierzyk oraz marynarkę.
- Gotowe.
- Dzięki. Dzisiaj będę dość późno, więc nie czekaj na mnie, jak chcesz to gdzieś wyjdź, tylko nie wracaj za późno, bo wiesz jestem za ciebie odpowiedzialny.
- Pójdę tylko na zakupy i pochodzę po okolicy.
- Dobra to...pa. Pieniądze zostawiłem ci na stoliku w salonie.
- Dobrze. Pa wujku.
Gdy wyszedł dziewczyna ruszyła do łazienki. Wykąpała się i ubrała, po czym wzięła pieniądze i ruszyła do najbliższego marketu. Kupiła tyle jedzenia, że ledwo dała radę dojść z tym wszystkim do domu. Gdy wypakowała zakupy ruszyła trochę pozwiedzać okolicę. Nie odchodziła zbyt daleko, aby się nie zgubić, a poza tym mieszkanie znajdowało się niemal w centrum, więc w sumie i tak nie musiała daleko iść. Odwiedziła kilka sklepów i kupiła sobie dwa sweterki. Zadowolona z zakupów ruszyła w drogę powrotną, ponieważ zaczynało się robić ciemno. Naprawdę sporo zmieniło się przez ten rok, a zwiedziła tylko małą część miasta. Weszła do mieszkania i nawet nie zdążyła zdjąć butów gdy usłyszała telefon.
- Tak? - odebrała.
- Natalia?! Musisz mnie ratować!
- Co się stało?
- Stylistyka się zwolniła. Powiedziała, że ma dość i odeszła. Nie wiem co robić, chłopcy są jeszcze nie gotowi.
- Dobra coś poradzimy.
- Zaraz przyśle po ciebie samochód.
- Jasne.
Dziewczyna zaraz zbiegła na dół, gdzie czekał już na nią mężczyzna w średnim wieku. Wsiadła do czarnej limuzyny i ruszyli.
Po około dziesięciu minutach dojechali na miejsce. Natalia znalazła się przed dużą halą. Przed nią mnóstwo rozkrzyczanych dziewczyn starało się wejść do środka. 'Ha, frajerki' pomyślała wchodząc tylnym wejściem. Zaraz na powitanie przybiegł wujek.
- Szybciej, mamy mało czasu.
Złapał ją za rękę i szybkim krokiem ruszył przed siebie.
- Ośmiu już jest gotowych, ale jest jeszcze dużo pracy. Po prostu ich uczeszesz i umalujesz. Sprawa ciuchów już jest załatwiona, bo wszyscy są ubrani.
 W końcu doszli na miejsce. Wujek otworzył drzwi i wpuścił ją pierwszą. W środku panował straszny hałas i było niezwykle jasno przez co nic nie widziała.
- Ej! Cisza! To nasza tymczasowa stylistka.
- Hej, jestem Natalia - przywitała się.
Gdy przyzwyczaiła się do światła nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przed nią stało dwunastu chłopców. Miała zostać stylistką EXO.
***
Przepraszam, że ostanio nic nie dodałam, ale nie było mnie w domu i nie miałam takiej możliwości. Jest to mój pierwszy taki długi ff. Rozdziały będę dodawać raz w tygodniu może dwa, wszystko zależy od tego jak będzie z moją weną. Czekam na wasze komentarze ^^ Właśnie! Inteligentna ja zablokowała ostatnio dodawanie komentarzy z anonima, więc teraz już każdy może dodać komentarz. Czekam na wasze opinie <3

 

wtorek, 15 lipca 2014

"Kawiarnia" one shot

Standardowo punkt ósma Sandra przekręciła klucz w drzwiach kawiarni i zmieniła tabliczkę na napis 'otwarte'. O tej porze praktycznie nie było żadnych klientów. Sporadycznie pojawił się jakiś mężczyzna w garniturze z teczką rozmawiający przez telefon i kupujący kawę na wynos, bo już musiał pędzić do pracy.
Rodzice nie kazali jej pracować. Zarabiali tyle, że bez problemu mogli ją utrzymać, ale dziewczyna miała już dość bycia uzależnioną od nich. Może nie zarabiała kroci, ale jej to wystarczało. Akurat żeby odłożyć na studia. Powoli poszła na zaplecze. Wyciągnęła z szafy fartuszek i ściągnęła go z wieszaka, po czym zawiązała na pasie, poprawiła kołnierzyk koszuli i związała włosy w kucyka. Gdy skończyła się szykować, poukładała starannie blado różowe serwetki na stole, a do świeczników włożyła pachnące świeczki. Następnie poszła powyciągać różnego rodzaju szklanki, pucharki i talerzyki ze zmywarki, po czym wszystkie wypolerowała. Gdy wszystko było gotowe usiadła na krześle za ladą czekając na klientów. Właściwie każdy dzień wyglądał dla niej tak samo przez co czuła, że popada w pewnego rodzaju rutynę. Czekała na moment, aż w końcu w jej życiu wydarzy się coś niezwykłego. Jednak wiedziała, że takie rzeczy zdarzają się tylko w dramach, a nie w prawdziwym świecie. Jeszcze raz przeleciała wzrokiem po stolikach by upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu. Wyciągnęła z torby książkę, którą wczoraj kupiła i przeniosła się w inny świat.

 

 

 

 
W ten sposób dziewczyna spędziła kolejną godzinę. Dopiero dźwięk dzwoneczka zawieszonego przy drzwiach brutalnie sprowadził ją do rzeczywistości. Niechętnie odłożyła lekturę i oburzona podniosła wzrok na klienta. Jak się okazało była to jej stara koleżanka, o ile można ją tak nazwać, z gimnazjum. Niezbyt dobrze wspomina ten okres. Właściwie nie miała przyjaciół, dopiero w liceum poznała dziewczynę, której była w stanie zaufać. W gimnazjum poznała też pewnego chłopaka, była to jej pierwsza miłości, i jak dotąd ostatnia. Jednak potem okazał się zwykłym dupkiem.
- Proszę latte macchiato na wynos - powiedziała przesłodzonym głosikiem.
W Sandrze od razu się zagotowało. Nikogo nienawidziła tak bardzo jak tą dziewczynę. To właśnie przez nią nie miała żadnych przyjaciół w gimnazjum. Na samym początku szkoły rozpowiedziała o niej niedorzeczne plotki i to tylko dlatego, że nie była Koreanką co sprawiało, że była jeszcze wyjątkowa. Sandra przygotowywała napój i aż kusiło ją, żeby wlać płyn do naczyń do tej cholernej kawy. Jednak stwierdziła, że nie będzie się zniżać do poziomu tej gwiazduni.
- Proszę - postawiła napój na ladzie, a druga dała jej pieniądze.
- Reszty nie trzeba, kup sobie coś ładnego - powiedziała z wrednym uśmieszkiem. Gdyby wzrok mógł zabijać to ta dziewczyna już leżałaby martwa.

 

 

 

 
Godziny mijały, a z każdą kolejną w kawiarni pojawiało się coraz więcej osób. Sandra nie wiedziała za co ma się najpierw zabrać. Jak na złość jej szef zwolnił ostatnio jedną z kelnerek, przez co została tylko ona i jeszcze jedna dziewczyna pracująca na pół etatu ze względu na to, że jest na studiach dziennych. Mimo, że była przyzwyczajona do takiego tempa pracy, to naprawdę ją to dziwiło, że tyle ludzi przychodzi do takiej małej kawiarni. Jednak nie ma co się dziwić są tam najlepsze ciasta i czekolada w całej okolicy. Ruch zaczynał się dopiero pod wieczór gdy uczniowie kończyli lekcje i wraz z przyjaciółmi chcieli się spotkać i porozmawiać o całym dniu. Oczywiście starsze osoby też się tu pojawiły. Sandra była tak skupiona na przyjmowaniu zamówień, że nawet nie zauważyła wchodzącego do środka chłopaka. Zwykle nie zwracała uwagi na przychodzących klientów. Po co zaprzątać sobie głowę twarzami takich osób? Nie wynikało to z jej arogancji, po prostu szkoda było jej czasu i energii. Zapamiętać komu co dać i to tyle. Sandra kojarzyła jedynie stałych klientów, a i to nie wiadomo czy by ich pamiętała gdyby spotkała, któregoś z nich na ulicy.
- Gorącą czekoladę i ciastko czekoladowe z kremem vaniliowym - powiedział chłopak spoglądając na zapracowaną Sandrę, która nawet nie zwróciła na niego uwagi. Klient odchrząknął i spojrzał wymownie na dziewczynę. Gdy ta uraczyła go przelotnym spojrzeniem powtórzył swoje zamówienie i zniecierpliwiony stukał palcami o ladę.
- Nie za dużo czekolady? - mruknęła pod nosem.
Przewróciła teatralnie oczami i zabrała się do realizacji zamówienia. Chłopak usiadł przy stoliku niedaleko lady. Sandra była pewna, za skądś go zna, ale nie była pewną skąd. Nie przypomina sobie żeby już tu kiedyś był, a nawet jeśli, to i tak pewnie nie uraczyłaby go spojrzeniem. Nie, nie zna go z kawiarni. Tak to jest jak jest się niezbyt rozgarniętą osóbką. Gotowe zamówienie postawiła na tacy i ruszyła w kierunku stolika chłopaka.
- Proszę - postawiła przed nim ciastko i czekoladę.
- Dzięki.
 Ruszyła do barku. Wciąż nie mogła się pozbyć przeczucia, że skądś go zna. Zaraz podbiegła do niej druga pracownica.
- Boże Sandra jak ci się udało zachować przy nim spokój.
- W sensie, że..? - dziewczyna popatrzyła na nią jak na idiotkę, ale Sandra naprawdę nie wiedziała o co jej chodzi.
- Przecież to Sehun! Sehun z EXO! - prawie wykrzyknęła ostanie słowo.
I teraz wiedziała skąd go zna, oczywiście. Jak mogła się nie zorientować. Kolejny raz pokazała jak bardzo jest rozgarnięta. Dziewczyna pobiegła zbierać brudne naczynia, a Sandra wykorzystując fakt, że w kawiarni nie pojawiał się żaden nowy klient, a reszta była już obsłużona, oparła sie plecami o zimną ścianę i przymknęła zmęczone powieki usiłując nie zasnąć. Była wykończona. Jedyne o czym teraz marzyła to długa kąpiel z bąbelkami i ciepłe łóżko. Gdy ponownie otworzyła oczy zauważyła, że zwolniło się kilka stolików i w kawiarni zrobiło się nieco luźniej.
Jej szczęście nie trwało za długo bo zaraz do środka weszła grupka roześmianych nastolatków. Sandra wszystkich obsłużyła zerkając przy tym co trochę na Sehuna. Chłopak założył na głowę kaptur, aby nikt go nie rozpoznał. Był naprawdę uroczy. Dziewczyna nie mogła oderwać od niego wzroku, jednak gdy ten spojrzał w jej stronę szybko spuściła głowę w dół, a na jej policzkach pojawiły się słodkie rumieńce. Kiedy znów na niego spojrzała kierował się w jej stronę.
- Proszę rachunek - powiedział melodyjnym głosem.
Dziewczyna nabiła wszystko na kasę i podała mi papierek. Chłopak dał banknot
- Reszty nie trzeba - uśmiechnął się i opuścił lokal. Zaraz niewiadomo skąd pojawiła się obok niej druga kelnerka.
- Nie wierzę. On tu był! - krzyknęła Sandrze do ucha, a ta aż podskoczyła.
- Unnie, uspokój się! - upomniała ją – słuchaj… czy ja wyglądam dziś jakoś tak... no nie wiem... źle? - spytała zmieszana Sandra.
- Co? Dlaczego tak myślisz? Wyglądasz dziś ślicznie, zresztą jak zawsze.
- Dziś już druga osoba dała mi niemały napiwek. Myślałam, że może wyglądam aż tak źle.
- Sehun dał ci napiwek? - krzyknęła.
- Emmm… No tak - gdy dziewczyna to powiedziała druga podskoczyła z uśmiechem na ustach.
- To nie przypadek, że akurat tobie dał napiwek.
- A komu innemu miał dać jak byłam tu sama? – spytała z sarkazmem
- Eeeee.... ja mam przeczucie, a moja intuicja nigdy się nie myli - powiedziała po czym pobiegła na zaplecze. Sandra czasami kompletnie jej nie rozumiała.

 

 

 

 
Kolejne dni nie przyniosły życiu Sandry wielu zmian. Codziennie pracowała, a ze względu, że zbliżały się wakacje coraz więcej osób pojawiało się w kawiarni nie tylko w godzinach popołudniowych i wieczornych, ale także rano przez co dziewczyna nie miała w ogóle czasu dla siebie. Jedynym plusem całej sytuacji było to, że Sehun niemal codziennie odwiedzał kawiarnię i zawsze zamawiał to samo. Sandra aż się dziwiła, że jeszcze mu to nie zbrzydło. Przyzwyczaiła się do jego obecności i pogodziła się z tym, że zawsze się w niego ślepo wpatruje. Oczywiście robiła to dyskretnie. Nie chciała żeby sobie pomyślał, że jest jakąś psychiczną fanką. Jednak czasami ciężko było jej to ukryć. Miała ochotę usiąść przy jego stoliku, oprzeć brodę na dłoniach i patrzeć na niego. Rzecz jasna tego nie zrobi. Jest zbyt wstydliwa. Nawet gdy obserwuje go z pewnej odległości to już czuje dziwny ucisk w żołądku i wypieki na policzkach. Doskonale wiedziała, że nie ma co marzyć, aby on jakimś magicznym sposobem zwrócił na nią uwagę. Jednak jego wizyty dodawały jej skrzydeł. To tak jakby nagle dostała zastrzyk energii. Mogła całymi dniami chodzić bez celu, ale gdy tylko nadchodził wieczór i chłopak pojawiał się w lokalu w sercu Sandry gościło szczęście.
- Gorącą czekoladę i czekoladowe ciastko - zamówił chłopak.
Sandra skinęła głową i zabrała się za przygotowania zamówienia. Zaraz skończyła i wszystko mu podała.
- Dziękuję - to jedno słowo, ale wypowiedziane z uczuciem, tak mocno zadziałało na Sandrę, że przez chwilę wstrzymała oddech. Jej wymiana gazowa wróciła do normy dopiero wtedy gdy znów znalazła się za ladą. Oparła się o blat i zaczęła uzupełniać braki w dostawie powietrza.

 
 
 
 
 
 
 
W momencie gdy Sehun wszedł do środka serce Sandry na chwilę przestało bić, ale nie dlatego, że po ciężkim dniu pracy zobaczyła swój obiekt westchnień, ale dlatego, że był on z dziewczyną i to naprawdę ładną dziewczyną. Miała ochotę uciec na zaplecze i schować się pod szafką, ale stwierdziła, że to zbyt dziecinne zachowanie.
- Proszę dwa razy gorącą czekoladę i ciastko czekoladowe - powiedział Sehun podchodząc z dziewczyną do lady.
- Ja podziękuje za ciasto, jestem na diecie - odpowiedziała piękna Koreanka.
- Żartujesz? Z czego chcesz się odchudzać wyglądasz idealnie.
- Przestań oppa! - zaśmiała się.
- To ile w końcu będzie? Jedno czy dwa? - spytała zirytowana Sandra.
- Dwa - odpowiedział chłopak - dziewczyny tylko by się odchudzały - zaśmiał się.
- Ta - powiedziała i ruszyła przygotowywać czekoladę - A żeby jej dupa urosła od tego ciasta - mruknęła pod nosem.
Gdy już wyrzuciła z siebie wszystkie żale do całego świata, poszła zanieść zamówienie tamtej dwójki. Jej współpracownica od razu zauważyła, że w Sandrze aż się gotuje.
- Chcesz iść do domu? - szepnęła jej do ucha.
- Nie spoko - już wolała patrzeć na tą parkę gołąbeczków bo przynajmniej wiedziała jak wygląda sytuacja.





Sehun w tym czasie wysłuchiwał opowieści swojej kuzynki o tym jakie to kupiła buty na wyprzedaży. Tak naprawdę mało go to obchodziło. Zaprosił ją tu tylko dlatego, że już dawno jej obiecał, że gdzieś razem pójdą. Ona oczywiście chciała iść do jakiejś restauracji. Chłopak z trudem ją przekonał aby przyszli właśnie tu. Wolał nie wspominać, że przychodzi tu każdego dnia tylko po to by ta urocza europejska w końcu zwróciła na niego uwagę. Pomyśleć, że na świecie są tak mało rozgarnięci ludzie. Sehun miał już dość i był na skraju załamania. Wiedział, że jeśli w przeciągu kilku dni nic się nie wydarzy to całkowicie straci wiarę w swój urok osobisty, którym nie raz starał się zdobyć serce dziewczyny.
- Sehun? Słuchasz mnie? - dopytywała dziewczyna.
- Tak, uważam, że dobrze zrobiłaś - nie miał pojęcia o czym mówiła, więc to było najbezpieczniejsze co mógł jej odpowiedzieć, żeby nie było, że jej nie słucha.
- Ja właśnie też tak sądzę, ale z drugiej strony... - po tym znów zaczęła swój monolog.
Sehun znów wyłączył słuch i całą uwagę skupił na dziewczynie. To naprawdę zabawne, zakochać się w osobie, której nawet nie zna się imienia, ba, z którą nigdy się nie rozmawiało, bo przecież wymiana zdań przy składaniu zamówienia trudno nazwać rozmową. Uwielbiał dźwięk jej głosy. Był taki delikatny i melodyjny, mógłby słuchać jej całymi dniami. Wiedział, że musi zrobić pierwszy krok, ale nie chciał wyjść na idiotę.
- Mogę cię o coś spytać - przerwał kuzynce.
- Tak, coś się stało? - spytała.
- Gdyby chciał cię poderwać chłopak, w jaki sposób powinien to zrobić?
- Hmmm... przede wszystkim powinien kupić mi kwiatki i powinien dobrze wyglądać. Wiesz w sensie, że wyprasowana koszulka, a nie jakaś pomięta. I zawsze marzyłam, żeby chłopak mi wyznał miłość w parku. Albo na molo w głębi morza, ale jesteśmy trochę za daleko, więc to odpada. O albo żeby wynajął całą restaurację tylko dla nas - oparła głowę na dłoniach i patrzyła się przed siebie rozmarzonym spojrzeniem - A dlaczego pytasz? Któryś z chłopaków z twojego zespołu stwierdził, że jestem miłością jego życia i poprosił cię żebyś się czegoś dowiedział? - spytała z entuzjazmem.
- Eeee nie - odpowiedział i od razu tego pożałował bo dziewczyna zrobiła smutną minę. Jednak zaraz się ożywiła gdy ktoś do niej zadzwonił. Odebrała.
- Kto to był? - spytał.
- Tatuś, zaraz po mnie przyjedzie.- odpowiedziała.
- Dobra chodź zbieramy się. Twój ojciec nie jest zbyt cierpliwą osobą. Nie możemy pozwolić, żeby za długo czekał.






Sandra była zazdrosna. Ta dziewucha tak po prostu sobie z nim siedziała i rozmawiała jakby byli nie wiadomo jak blisko. Niedługo zadzwonił do niej telefon i zaczęli się zbierać, gdy w końcu wyszli Sandra nie wytrzymała.
- Posprzątaj resztę i zamknij kawiarnię, ja mam dość i idę do domu - powiedziała do drugiej dziewczyny i poszła na zaplecze, aby ściągnąć fartuszek i zabrać swoje rzeczy.
Gdy była gotowa bez zastanowienia wyskoczyła przez tylnie drzwi wpadając jednocześnie na wyższego od siebie chłopaka.
- Wybacz - przeprosiła chłopaka i ukłoniła się nisko.
Dopiero po chwili zorientowała się, że to był on.
- To ja przepraszam. Tak tu stoję bez sensu, ale w sumie to czekałem na ciebie - powiedział z lekkim uśmiechem.
- Na mnie? - spytała zdziwiona - Po co?
- Jestem Sehun - podał jej rękę - A ty?
- Sandra - odpowiedziała cicho speszona dziewczyna.
- Aaaaa! To Sehun z Exo!!! - wykrzyknęła jedna z dziewczyn dość dużej grupki i od razu wszystkie zaczęły biec w ich stronę. Chłopak zaklął.
- Szybko - złapał ją za rękę i pociągnął za sobą zaczynając biec.
Sandra nie wiedziała co zrobić, wyszarpnąć  rękę i zostawić go na pastwę tych dziewczyn, czy biec dalej razem z nim. Jednak chłopak tak mocno trzymał jej dłoń, że nawet gdyby chciała ją zabrać nie dałaby rady. Po około kwadransie uciekania w końcu jakoś je zgubili. Wbiegli w najbliższy zaułek i ciężko oddychając oparli się o ścianę.
- Dlaczego mnie ignorowałaś? - spytał zasapany chłopak.
- Co? - Sandra była zdezorientowana i wciąż miała problemy z oddychaniem.
- Ile razy się do ciebie nie uśmiechałem, albo próbowałem nawiązać rozmowę zawsze mnie zignorowałaś.
- Ja wcale nie... - nie wiedziała co powiedzieć, była zawstydzona.
- Zacznijmy od początku, dobrze? - przytaknęła skinieniem głowy - Wiem, że się nie znamy, ale chce być blisko ciebie. Myślisz, że po co codziennie objadałem się tymi słodyczami - zaśmiał się - więc... umówisz się ze mną?
Jedyne co Sandra była zdolna w tej chwili zrobić to przytaknięcie. Na twarzy Sehuna od razu pojawił się uśmiech. Złapał dziewczynę za ramiona i przyciągnął do siebie.
- Cieszę się – dziewczyna również go objęła.
*dwa tygodnie później*
- Kiedy kończysz? - marudził Sehun i wszedł za dziewczyną na zaplecze.
- Za niedługo - odpowiedziała Sandra.
- Mówiłaś tak godzinę temu - nie dawał za wygraną chłopak.
- A ja ci już mówiłam, że masz tu nie wchodzić.
- Ale mi się już nudzi.
- Oppa bądź bardziej cierpliwy.
- Nie jestem cierpliwy.
Chłopak złapał ją za szyję i przyciągnął do siebie.
- Przestań klienci zobaczą - upomniała go.
- Przecież tu nas nie zobaczą – musnął jej usta - a jak chcą to niech patrzą.
- Oppa!
- Uwielbiam jak tak do mnie mówisz. Możesz powtórzyć?
- Ale co? - spytała udając, że nie wiem o co mu chodzi.
- Już ty dobrze wiesz co - przewróciła oczami.
- Oppa przestań - uśmiechnął się.
- Kocham cię wiesz? - spytał i cmoknął ją w policzek.
- Ja ciebie też oppa.

************
Komentujcie proszę :) Dla was to chwila, a to dużo dla mnie znaczy. Zależy mi na obiektywnej opinii, czy to co pisze ma w ogóle jakiś sens. Ja też nie zawsze dodaje komentarze, ale gdy założyłam swojego bloga robie to zawsze, ponieważ wiem ile to znaczy dla autora ;)

 

poniedziałek, 14 lipca 2014

"Wypadek" one shot


Było już ciemno, a droga niesamowicie mi się dłużyła. Z nieba lały się strumienie wody co jeszcze bardziej ograniczało widoczność. Wiedziałam, że prowadzenie w taką pogodę nie jest mądre, w szczególności, że prawo jazdy mam od pięciu dni. Chciałam już tylko położyć się w ciepłym łóżeczku, a mój dom był już niedaleko. Ze względu na późną godzinę na drogach nie było żadnych samochodów. Odetchnęłam z ulgą gdy znalazłam się na mojej ulicy. Przymknęłam na chwilę oczy. Gdy je otworzyłam ujrzałam przed sobą postać. Serce przestało mi na chwilę bić i z całą siłą wcisnęłam hamulec. Jednak dzieliła nas zbyt mała odległość. Usłyszałam tylko huk uderzenia. Zatrzymałam się, a ciało, które potrąciłam bezwładnie opadło na drogę. Przez chwilę siedziałam z mocno zaciśniętymi dłońmi na kierownicy. Szybko otworzyłam drzwi i pobiegłam do poszkodowanej osoby. Uklękłam przy nim. Oczy zaczęły mnie piec od napływających łez. Dopiero po chwili do mnie dotarło, że muszę zadzwonić po pomoc. Wybrałam numer alarmowy i powiedziałam jaka jest sytuacja. Po chwili podjechała karetka i zabrała poszkodowanego, oczywiście pojechałam z nimi. Po około dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Czułam się okropnie jak to się mogło stać. Przecież przymknęłam oczy tylko na sekundę, a co jak on...nie żyje. Ratownicy zanieśli nieprzytomnego chłopaka do jakiejś sali. Oparłam się o ścianę i osunęłam na ziemię. Rozbolała mnie głowa, a ręce całe się trzęsły. Modliłam się aby było z nim wszystko dobrze. W końcu z sali wyszedł lekarz. Momentalnie wstałam z podłogi.
- I co z nim?
- Jest mocno poobijany, ma zwichniętą kostkę i uderzył się mocno w głowę, ale jego życiu nic nie zagraża. Będzie musiał zostać na obserwacji na jakiś czas.
- Czy mogłabym do niego wejść na chwilkę? - spytałam.
-         Tylko proszę nie za długo. Musi odpocząć - powiedział i odszedł. Odetchnęłam z ulgą i złapałam za klamkę. W końcu po cichu weszłam do środka. Leżał tam cały poobijany i posiniaczony. Podeszłym bliżej, aby się mu lepiej przyjrzeć. Miał dość ciemną skórę jak na azjatę, ciemne włosy z grzywką opadającą na czoło i długie rzęsy. Jego oczy były zamknięte. Wciąż nie odzyskał przytomności. Leżał spokojnie, a jedyne dźwięki jakie rozchodziły się po tym pomieszczeniu było pikanie monitora pracy serca. Jego oczy delikatnie drgnęły i zaczęły się powoli otwierać.
- Gdzie ja jestem?- spytał ochrypłym głosem.
- W szpitalu.
- Co, dlaczego?
- Miałeś wypadek. Zostałeś potrącony przez samochód. I to w sumie przeze mnie się tu znalazłeś - dodałam cicho, zamrugał kilkakrotnie oczami. - Przepraszam cię, strasznie cię przepraszam. Nagle pojawiłeś się na jezdni. Starałam się wyhamować, ale już nie zdążyłam. Przepraszam. - mówiłam szybko.
- Spokojnie to moja wina, że nie popatrzyłem, czy nic nie jedzie.
- Ja ci to jakoś wynagrodzę.
- Jak się nazywasz?
- Natalia - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Myślisz, że będziesz w stanie tak łatwo mi to wynagrodzić? Jestem bardzo wymagającą osobą - chyba ujrzał przerażenie w moich oczach bo głośno się roześmiał - żartowałem, spokojnie, ale nie będę miał nic przeciwko jeśli czasem mnie odwiedzisz.
- Jasne, będę nawet codziennie - uśmiechnęłam się - dobra to głupie pytanie, ale ty jesteś...
- Kai - dopowiedział.
- Wow - zaśmiał się.
- Znasz Exo? - spytał z uśmiechem, przecież to było oczywiste i on o tym wiedział.
- Nie w ogóle, skąd ten pomysł - odpowiedziałam z sarkazmem.
- Miło mi to słyszeć - po tych słowach do sali weszła pielęgniarka.
- Proszę pani, przepraszam, ale musi już pani wyjść. Jest bardzo późno - powoli wstałam z krzesła.
- A więc przyjdziesz jutro? - spytał.
- Oczywiście - obdarzyłam go ostatnim uśmiechem i opuściłam salę. Zamknęłam drzwi i skierowałam się w stronę windy.
- Przepraszam panią, ale mam do pani kilka pytań - no tak nie obejdzie się bez przesłuchania. Po około czterdziestu minutach policjanci uznali to za nieszczęśliwy wypadek i puścili mnie wolno.
Gdy wróciłam do domu byłam już całkiem wykończona. Puściłam muzykę z wieży. Zaczęła lecieć piosenka Exo i dopiero wtedy do mnie dotarło, że przez ten nieszczęsny wypadek spotkałam Kai'a. Osobę, którą podziwiałam, która dodawała mi sił gdy byłam na skraju wytrzymałości. Zaczęłam piszczeć i skakać jak głupia. Gdy w końcu się uspokoiłam przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka.





Gdy tylko się obudziłam, niemal od razu wyskoczyłam z łóżka i ruszyłam do szpitala. Po drodze udałam się do piekarni i kupiłam jeszcze ciepłe, słodkie bułeczki, a potem wstąpiłam do kawiarni i wzięłam dwie kawy. Jedną cappuccino, a drugą zwykłą białą. Nie wiedziałam co woli, więc wolałam się ubezpieczyć. Zapukałam do sali Kai'a, gdy nie usłyszałam odpowiedzi po prostu weszłam do środka. Wciąż spał. Usiadłam na krześle obok jego łóżka i położyłam posiłek na stoliku. Spał tak spokojnie. Grzywka opadła mu na oczy. Ewidentnie mu to przeszkadzało bo zmarszczył delikatnie nosek. Przysunęłam się bliżej i odgarnęłam włosy z jego czoła. Jego skóra była taka delikatna. Wiedziałam, że muszę zabrać dłoń, ale chęć dotykania jego twarzy była silniejsza. Przyjechałam ręką po policzku i skroni. Kąciki ust Jongin'a uniosły się ku górze. Przestraszyłam się i speszona zabrałam dłoń, którą chłopak szybko złapał.
- Nie przestawaj to przyjemne - położył moja dłoń z powrotem na swój policzek. Moje policzki były już pewnie całe czerwone - nie będziesz miała kłopotów?
- Co? - zaśmiał się, widział jak na mnie działa. - Czy nie będziesz mieć żadnych problemów przez to, że mnie potrąciłaś?
- Nie, rozmawiałam wczoraj z policją i uznali to za nieszczęśliwy wypadek. - Dobrze, cieszę się , że nie będziesz mieć kłopotów.
- Kupiłam śniadanie - podałam mu bułeczkę.
- Dzięki, już wcześniej była tu kobieta od jedzenia, ale miała jakąś podejrzanie wyglądającą papkę - zaśmiałam się, ale on mówił to całkiem poważnie. - No co? - spytał z buzią pełną bułki. Był taki uroczy. W milczeniu jedliśmy nasz posiłek. W sumie Kai swoją połknął i zjadł pół mojej.
- Wybrudziłeś się - powiedziałam.
- Co? Gdzie? - zaczął gorączkowo popierać dłonią usta, ale to nic nie dało.
- Czekaj - przyłożyłam palec do jego wargi i szybkim ruchem zabrałam okruszki.
- Dzięki.
- Wolisz białą kawę czy... - nie dokończyłam, bo mi przerwał.
- Tak.
- Ale jeszcze nie powiedziałam co jest drugie.
- Lubię białą kawę - odpowiedział.
- No dobrze - podałam mu napój.
Po tym jak wypiliśmy nasze napoje spytałam.
- Na długo musisz tu zostać?
- Lekarz mówił, że to zależy od tego jak się będę czuł, ale ja już się dobrze czuje, więc nie wiem o co im chodzi - wyrzucił ręce do góry w geście rezygnacji.
     
 


Spędziliśmy razem do wieczora, rozmawialiśmy, on opowiadał mi o wszystkich członkach zespołu, śmieszne sytuacje i tak dalej. Nie spodziewałabym się niektórych zachowań po nich. Mówił, że niedługo wydają nową piosenkę, oczywiście o tym wiedziałam, ponieważ w mediach od dawna o tym mówią. Gdy chciałam dowiedzieć się szczegółów powiedział, że to ma być niespodzianka i na pewno mi się spodoba.




Następnego dnia na śniadanie zrobiłam nam naleśniki z czekoladą. Czego później pożałowałam, bo miałam całe brudne ręce. To cud, że nie wybrudziłam sobie buzi. Kai przez niemal całe popołudnie był na jakiś badaniach, więc nieźle się wynudziłam. Siedziałam na kanapie i grzebałam w telefonie. W końcu wieczorem drzwi się otworzyły i do sali wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha Kai. Posiedziałam z nim jeszcze dwie godziny i wróciłam do domu. 

 



Znów go odwiedziłam. Tym razem wzięłam ze sobą laptopa. Może obejrzymy jakiś film albo drame. Kai strasznie marudził gdy wybieraliśmy film. Tu mu się nie podobała tematyka, to już oglądał, a tamto ma złe recenzję. W końcu się zdenerwowałam i włączyłam pierwszy lepszy film jaki zobaczyłam. Później tego żałowałam bo jak się okazało był to horror. Niemal cały czas zasłaniałam oczy albo przytulałam się do ramienia Kai'a. W końcu po ponad dwóch godzinach męczarni doczekałam się końca.
- I jak ci się podobał film? - spytał roześmiany Kai. Na nim film nie zrobił większego wrażenie.
- To było straszne! Jak mogłam włączyć coś tak okropnego? - byłam roztrzęsiona - Nigdy nie oglądałam czegoś tak strasznego.
- To było słabe - stwierdził, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Jest już późno muszę iść. Zaraz pielęgniarki mnie wywalą.
- Przyjdziesz też jutro?
- Przecież przychodzę codziennie.
- Do jutra.
- Pa.
Wyszłam na korytarz gdzie panowała ciemność, i tylko w niektórych miejscach świeciły diody, dające niemal żadne światło. Powoli ruszyłam do windy. Przez ten cholerny horror wciąż miałam wrażenie, że zaraz coś wyskoczy i mnie zabije. Gdy dochodziłam do windy usłyszałam za sobą ciche kroki. Szybko podeszła do windy i wcisnęłam przycisk. Po chwili drzwi się otworzyły. Gdy chciałam wejść do środka nagle ktoś złapał mnie w pasie i wszedł ze mną do windy. Przerażona pisnęłam i zaczęłam kopać drugą osobę.
- Zostaw mnie! - postawił mnie na ziemi, zakrył ręką usta i przycisnął do ściany. Dopiero teraz zobaczyłam kto to.
- Kai, popieprzyło cię?!
- Szkoda, że nie widziałaś swojej miny - był rozbawiony całą sytuacją, jednak mi nie było do śmiechu.
- Puść mnie - chciałam go odtrącić jednak umiejętnie mi to uniemożliwiał.
- No nie obrażaj się na mnie - powiedział z miną małego szczeniaczka.
- Spadaj! - odwróciłam twarz w drugą stronę. Prychnął.
- Dobranoc - poczułam na policzku delikatny pocałunek. Wstrzymałam oddech i pewnie dostałam rumieńców.
- Dobranoc - odpowiedziałam cicho. Puścił moje nadgarstki.
- Uważaj na siebie. Napisz mi jak dojdziesz do domu.
- Dobrze - jeszcze raz cmoknął mnie w policzek i wyszedł z windy. Trzęsącą dłonią nacisnęłam guzik. Przez całą drogę do domu byłam nieprzytomna. Czułam przyjemne mrowienie w miejscach w których mnie pocałował. Było to dziwne, ale też przyjemne. Nie codziennie dostaje się buziaka od kogoś takiego jak Kai.
- Wróciłam - zakomunikowałam rodzicom gdy weszłam do domu.
- Cześć młoda - przywitał mnie tata.
- Znowu byłaś u tego chłopca? - spytała zaciekawiona mama z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Eeemmm... no tak - odpowiedziałam.
- Chyba go polubiłaś - kontynuowała.
- A i owszem.
- A powiesz mi w końcu kim on jest? - pytała dalej.
- Daj jej spokój - przerwał nam tata - idź do siebie pewnie jesteś zmęczona.
 Po tym jak tylko zamknęłam drzwi od swojego pokoju rzuciłam się na łóżko i usnęłam




Gdy się obudziłam jak zawsze ruszyłam do szpitala. Byłam trochę zmieszana po wczorajszym incydencie, ale z drugiej strony czego mam się wstydzić to on powinien. Bez pukania po prostu weszłam do środka z uśmiechem na pół twarzy. Jednak gdy tylko weszłam do środka zamurowało mnie. Było tam całe EXO dobrze, że sala była duża, dzięki temu cała jedenastka plus Kai się zmieściła. Wszyscy skierowali oczy na mnie.
- Hej - przywitałam się nieśmiało.
- Cześć - odpowiedzieli chórem.
- No i wszystko jasne czemu ty taki zadowolony - mówił uśmiechnięty Luhan.
Boże jaki on jest słodki.
- Wiesz, mnie też możesz potrącić - zagadnął Kris i puścił mi oko.
- Ja wszystko widzę, bez takich mi tu - okrzyczał go Kai. Zaśmiałam się.
- Jestem Natalia.
- Wiemy - odpowiedzieli, oni ćwiczą to mówienie razem czy jak? Wszyscy mi się przedstawili.
- Ale wiecie, że to było niepotrzebne. Przecież znam was wszystkich- zaśmiałam się zakłopotana.
- Jest nasza mega fanką - powiedział Jongin.
- Kai…przestań - posłałam mu zabójcze spojrzenie.
- No co?
Wszyscy się roześmiali.





Spędziłam z nimi cały dzień. Wszyscy na żywo są jeszcze przystojniejsi o ile o w ogóle możliwe. Około dziewiętnastej chłopcy zaczęli się zbierać. Wszyscy uściskali mnie na koniec. Gdy wyszli zrobiło się o wieleciszej.
- Jutro już wychodzę - powiedział Kai.
- Naprawdę? To świetnie.
- Taa, super - powiedział bez entuzjazmu.
- Nareszcie - zignorowałam jego ton.
- Aż tak źle było spędzać ze mną czas? - spytał.
- Słucham?
- Litowałaś się nade mną tak?
- Kai, o czym ty mówisz?
- Nie ważne już nie musisz się ze mną męczyć. Jak chcesz to możesz już iść.
- Kai! - krzyknęłam - przychodziłam tu bo chciałam! Bo chciałam z tobą spędzać czas! Bo cię lubię! - szeroko otworzył oczy, jeszcze nigdy na niego nie krzyczałam, nawet nie podniosłam głosu.
- Cieszę się - wyszeptał.
Zaraz wstał i mocno mnie do siebie przytulił.
- Przyjdziesz rano i pójdziemy gdzieś? - spytał.
- Eee nie wiem czy to dobry pomysł.
- Co? Dlaczego? - widać było, że znów posmutniał.
- Chciałabym jeszcze trochę pożyć, a nie wiem czy to się uda gdy zobaczą mnie twoje fanki.
- Aaa o to chodzi - zaśmiał się. Ma taki piękny uśmiech - założe kaptur, może być?
- Tak, ale w razie czego ja się zmywam.
 - Mam twój numer i tak mi nie uciekniesz.
 - Przecież nie dawałam ci mojego numeru!
- Dlatego przy mnie lepiej nigdy nie zostawiać telefonu.
- Aish, ty podstępny...- nie zdążyłam dokończyć bo jego usta złączyły się z moimi w delikatnym pocałunku. Zaraz sie odsunął.
- Wybaczysz mi, że ruszałem twój telefon? - byłam w stanie tylko pokiwać głową w geście potwierdzenia. Po chwili poczułam dłonie na policzkach. Jego usta znów złączyły się z moimi. W końcu pocałunek stał się pewniejszy. Gdy w końcu sie od siebie oderwaliśmy powiedział.
- Wiesz, ten wypadek to najlepsze co mi się przytrafiło w życiu.
- Głupek. Jego usta znów przywarły do moich.
- Ale masz już więcej nikogo nie potrącić bo będę zazdrosny. Oboje się zaśmialiśmy, a on mocno mnie przytulił.





- Gotowa?
 - Chodźmy. Chce mieć to już za sobą.
 - Jesteś okropna.
- Nie prawda.
- Chcesz poprowadzić? - popatrzyłam się na niego morderczym wzrokiem.
- Już nigdy więcej nie prowadzę. Kazałam tacie schować moje prawko żebym więcej nie wsiadła za kierownice. Przynajmniej przez jakiś czas.
- Może to i dobrze. Lepiej żebyś już nikogo więcej nie potraciła.
 - Bo będziesz zazdrosny?
- Tak - przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło - wiesz, mogłabyś trochę urosnąć muszę się strasznie schylać żeby cie pocałować.
- Przepraszam, że jestem mała. Jak coś ci nie pasuje to możesz ze mną zerw... - nie dokończyłam, bo wziął mnie na ręce.
- Jakoś sobie poradzę - zaczął mnie zachłannie całować.
- Kocham cię.
- Wiem.
- Powinnaś powiedzieć 'Ja ciebie też' - przewróciłam oczami, złapałam go za kołnierz koszuli, przyciągnęłam do siebie i pocałowałam.
- Ja ciebie też - wyszeptałam.